Potem wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A [był tam] pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić. Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: «Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu». Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy, widząc to, szemrali: «Do grzesznika poszedł w gościnę». Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: «Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie». Na to Jezus rzekł do niego: «Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło». Łk 19,1-10
Czterdziestodniowy okres wielkopostny jest to szczególny okres w roku. Kiedy to jak Zacheusz możemy wyjść od ludzi i wejść wyżej, żeby jak i on mogli zobaczyć Pana Jezusa. Liczymy na to, że Go nie tylko ujrzymy, ale i spotkamy. To spotkanie z Panem Jezusem, jak widzimy we wstępie prowadzi do przemiany. Jest, można powiedzieć, znak charakterystyczny tego spotkania. W tym dobrym sensie, przestajemy być sobą, żeby stać się kimś innym. I ten nowy ja będzie teraz mną, tym nowym sobą. Modlitwa, post, jałmużna, rekolekcje, głęboka katolicka medytacja nad Pismem Świętym. Nie brakuje środków ku temu. Jednak, po okresie Wielkiego Postu, po Wielkanocy, po Oktawie Wielkiej Nocy, ile z tego wysiłku w nas zostaje. Kiedy wracamy do dnia powszedniego.
Chciałbym zachęcić do tego, aby zatrzymać się na chwilę i odpowiedzieć sobie na poniższe pytania:
- Czego dowiedziałem się o Bogu?
- Czego dowiedziałem się o sobie?
- Jakie postanowienie lub przyzwyczajenie ze mną zostało?
- Jakie pożytki przyniosłem sobie?
- Jakie pożytki przyniosłem bliźnim?
- Co zostawiłem za sobą?
Nawet jeśli nie mamy za dużo odpowiedzi na te pytania, lub nie przyszły nam one do głowy to nic jest straconego. Ten punk widzenia może zostać z nami na okazję przyszłego roku. Aby bardziej refleksyjnie podejść do tego tematu. Jeśli na każde z tych pytań masz chociaż jedną odpowiedź to znakomicie. Zrobiłeś (lub zrobiłaś) sześć kroków w dobrą stronę. Można to przyrównać do systematycznej pracy nad nauką języka obcego. Każdego dnia poświęcamy pół godziny. To nie jest tak dużo, ale jeśli robimy to przez sześć dni w tygodniu, aby w niedziele odpocząć, to daje nam trzy godziny łącznie. A trzy godziny zdają się lepsze niż zero godzin. Zostaje z nami pewien szczególny tryb pracy umysłu. Mięsień używany, nie zanika.
Na koniec chciałbym was zostawić z małym cytatem. Pamiętajmy, że dalej można zajść niż dobiec.
Opowiadano o abba Dioskurze z Nachiastis, że jadał chleb zrobiony z jęczmienia i soczewicy. Każdego roku też zakładał sobie jedno ćwiczenie, mówiąc: «W tym roku nie spotkam się z nikim», albo «nie będę mówił», albo «nie będę jadł potraw gotowanych», albo owoców lub jarzyn. Z każdym ćwiczeniem tak robił; a kiedy z jednym skończył, podejmował inne. Tak postępował co roku. Apoftegmaty Ojców Pustyni tom 1 str. 209
Tomasz Puch
"Externsteine: Brug / Bridge / Brücke" by m66roepers is licensed under CC BY 2.0 
.
