A do grzesznika Bóg mówi: «Czemu wyliczasz moje przykazania i masz na ustach moje przymierze ty, co nienawidzisz karności i moje słowa rzuciłeś za siebie? Ty widząc złodzieja, razem z nim biegniesz i trzymasz z cudzołożnikami. W złym celu otwierasz usta, a język twój knuje podstępy. Zasiadłszy, przemawiasz przeciw swemu bratu, znieważasz syna swojej matki. Ty to czynisz, a Ja mam milczeć? Czy myślisz, że jestem podobny do ciebie? Skarcę ciebie i postawię ci to przed oczy. Ps 51, 16-21

A wreszcie rzekł Bóg: «Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!» Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę. Rdz 1,26-27

Współczesna narracja sekularnej nauki z którą mamy na co dzień do czynienia przedstawia Pana Boga jako archetyp. Przedstawiany jest jako emanacja różnych części składowych ludzkiej psychiki. Na przykład: Bóg jako archetyp Ojca. Praktyka pokazuje co prawda, że złe relacje z ojcem biologicznym mają negatywne konsekwencje w relacjach z Bogiem. (Zainteresowani mogą przeczytać chociażby książkę Porzuceni przez Ojca. Psychologia ateizmu).

Ale to nie jest tak. Jest jak to w starym dowcipie - kierunek dobry, tylko zwrot przeciwny. Wszelkie (dobre) archetypy biorą swój początek od Boga. My jesteśmy emanacją, a przynajmniej powinniśmy być, emanacją Boskiej natury. Jego dobra, rozumu, prawdziwie wolnej woli. Ojcostwo i macierzyństwo są obrazem Boskiego dobra. Rozszerzania rzeczywistości o nowych ludzi. Aby życie mogło płonąć jak ogień, rozlewać się jak morze. Abyśmy byli czuli, szlachetni, pomocni, odważni, szczerzy. Biorą one jednak swe źródło właśnie od Pana Boga.

Bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka - uczynił go obrazem swej własnej wieczności. A śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą.(Mdr 2, 23-24)

W psychologii Carla Junga możemy znaleźć pojęcie cienia jako takiego miejsca, które jest nieświadomą częścią naszej osobowości, do którego spychane są te wszystkie brzydkie rzeczy. Złe myśli, zabójstwa, cudzołóstwa, czyny nierządne, kradzieże, fałszywe świadectwa, przekleństwa Mt 15,19. Sam obraz cienia wydaje mi się właściwy w ten sposób: Jeśli Bóg jest światłem, a my Go przysłonimy czymś doczesnym to wtedy właśnie może wytworzyć się ten cień. Taki kawałek przestrzeni, w którym zło może być a może i nawet wzrastać.

Natomiast Marta uwijała się koło rozmaitych posług. Przystąpiła więc do Niego i rzekła: «Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła». A Pan jej odpowiedział: «Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba <mało albo> tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona». Łk 10,40-42

Im więcej spraw przysłania mam Stwórcę tym więcej mroku. Opinia społeczna, pieniądze, sława, osobiste ambicje. Im więcej miejsca dla cienia, tym więcej zła. Natura nie znosi próżni.

Krytycy wiary podnoszą argument, że jeśli Bóg jest wszechmocny oraz jest nieskończenie dobry, to czemu ludzie są tacy źli. Nie był w stanie stworzyć dobrych ludzi? Ależ stworzył ich dobrymi! Ale stworzył ich też ludźmi. A człowiek ma wolną wolę, czy może zrobić tak lub inaczej. Współpracować z Bożą łaską bądź wybrać własną drogę. Trzeba też uświadomić sobie: każdy z nas niestety wybiera w swoim życiu źle. Częściej lub rzadziej, ale daje się zwyciężać światu J 16,33. I póki jesteśmy w tym ciele i po tej stronie będziemy musieli mierzyć się w tych zawodach z cieniem 2 Tm 4,7.

Gdy przebywał w jednym z miast, zjawił się człowiek cały pokryty trądem. Gdy ujrzał Jezusa, upadł na twarz i prosił Go: «Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić». Jezus wyciągnął rękę i dotknął go, mówiąc: «Chcę, bądź oczyszczony». I natychmiast trąd z niego ustąpił. A On mu przykazał, żeby nikomu nie mówił: «Ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż ofiarę za swe oczyszczenie, jak przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich». Łk 5,12-14

I ja wierzę, że Bóg chcę nas uleczyć. Nie tylko z trądu ciała, ale i trądu ducha. Być może uleczyć ciało jest dużo łatwiej niż uleczyć ducha, umysł człowieka. Spójrzmy na to jak wiele dolegliwości może niszczyć nasze ciała. Albo jak wiele różnych może być w nim słabość. Ale i te słabości staramy się leczyć różnymi sposobami. Witamina C pomoże na szkorbut, ale już nie wyleczy złamanej kości. Gips pomoże w procesie gojenia złamania, ale już nie pomoże w leczeniu raka. Chemioterapia może zwalczyć raka, ale reszta ciała będzie musiała przez jakiś czas cierpieć. Morfina uśmierzy ból nowotworowy, ale już nie ból niezaspokojonych ambicji.

Przyjmij wszystko, co przyjdzie na ciebie, a w zmiennych losach utrapienia bądź wytrzymały! 5 Bo w ogniu doświadcza się złoto, a ludzi miłych Bogu - w piecu utrapienia. Syr 2,4-5

I tę trzecią część poprowadzę przez ogień, oczyszczę ją, jak oczyszcza się srebro, i wypróbuję tak, jak złoto próbują. I wzywać będzie mego imienia - a Ja wysłucham, i będę mówił: «Oto mój lud», a on powie: «Pan moim Bogiem». Za 13,9

Dla srebra - tygiel, dla złota - piec, a dla serc probierzem jest Pan. Prz 17,3

Błogosławiony mąż, który wytrwa w pokusie, gdy bowiem zostanie poddany próbie, otrzyma wieniec życia, obiecany przez Pana tym, którzy Go miłują. Jk 1,12

I powiedziałem: «Biada mi! Jestem zgubiony! Wszak jestem mężem o nieczystych wargach i mieszkam pośród ludu o nieczystych wargach, a oczy moje oglądały Króla, Pana Zastępów!» Wówczas przyleciał do mnie jeden z serafinów, trzymając w ręce węgiel, który kleszczami wziął z ołtarza. Dotknął nim ust moich i rzekł: «Oto dotknęło to twoich warg: twoja wina jest zmazana, zgładzony twój grzech». Iz 6,5-7

O miłości, jaką kochamy Boga. Miłość do Boga jest całkowicie darem Boga. Ten, który nie kochany kocha, sprawił to, aby był kochany. Jesteśmy umiłowani, nawet kiedyśmy się jeszcze Jemu nie podobali, abyśmy mieli to, co się Jemu podoba. Duch, którego miłujemy wraz z Ojcem i Synem, wlał w nasze serca miłość Ojca i Syna (Rzym 5: 5). [Synod w Orange r. 529, Kanon 25]

Aby uleczyć zepsucie ducha potrzeba jest specyficznego płomienia. Usunięcia mroku, brudów i wydobycia spod nich tego, co wartościowe. Płomień jest też czasami gwałtowny i rzadko kiedy kontakt z nim bezpośredni jest przyjemny. Wiem co mówię, włożyłem rękę w ognisko. To Boże oczyszczenie, nawet gwałtowne, ma dla nas zbawienne skutki. W chwilach ekstremalnych poznajemy wartość człowieka przecież. Czy ten, który mówił wiele o miłości rzuci się w wodę dla ratowania tonącego J 15,13? Czy wróci tam wiele razy dla wielu?

Sam proces oczywiście może się objawiać na wiele sposobów, tak jak wiele jest ludzkich problemów. Spróbujmy jednak rozważyć chociaż jeden przykład.

Młody przedsiębiorczy człowiek. Po latach pracy na etacie przychodzi pomysł na własny biznes. Pierwsze sukcesy, potem sukcesy coraz większe. Apetyt urósł w miarę jedzenia i wytworzył się umysł milionera. Oczywiście postęp musi kosztować. Praca po kilkanaście godzin na dobę, zdenerwowanie na kontrahentów. Opóźnienia w fakturach, chwilowe problemy z przepływami gotówkowymi. Z drugiej strony: własny dom, dobry samochód, żonie i dzieciom niczego nie brakuje, dobre ubrania, wycieczka na Malediwy i tak dalej. Prawdziwy król życia.

Czy sukces jest zły? Ależ skąd. Tak jakby plan z zasianego ziarna był zły. Jest to konsekwencja pracy i sprzyjających okoliczności. W życiu człowieka wierzącego to nic innego jak Boże błogosławieństwo.

Jak wspomniałem, postęp, ale też i ten sukces musiał kosztować. Czy rodzinie faktycznie niczego nie brakuje? Może brakuje im męża i brakuje im ojca. Dzieci widzą ojca, ale już z nim nie przebywają. Wakacje są świetne, ale ojciec siedzi na laptopie. Telefon nie odrywa mu się od ręki. Może jemu samemu brakuje czasu, aby czasem się zatrzymać? Zastanowić czy ten sukces jest naprawdę jego? Czy ta duma, która w nas jest, jest słuszna? Prawdziwych relacji nie da się kupić. Nie da się kupić miłości, nie da się kupić czasu spędzonego wspólnie. Powstaje wyrwa w życiu. I czymś ją trzeba zapełnić. Zapełnia się ją konsumpcją i miarą konsumpcji. Można, skoro samemu nie czujemy się dobrze, poniżyć kogoś innego, żeby chociaż relatywnie być wyżej. Wykopać dołek i tam zepchnąć.

Przychodzi kryzys, trwa on jakiś czas, ale przedsięwzięcie naszego bohatera nie wytrzymuje tej próby. Plajta i związana z nią potrzeba szukania drogi wyjścia z problemów. Rachunki dalej będą się pojawiać, jeść trzeba dalej. Wśród dostępnych możliwości jest oferta znaleziona na LinkedIn. Ale jak to wrócić na etat? Być parobkiem znowu w czyjejś firmie? Znowu musieć zginać kark? No jak to tak? Co za poniżenie... Nic tak nie uczy rozumu jak głód. Następuje powrót na stare koleiny poprzedniego życia.

Po pierwszym szoku następuje chwila refleksji. Sama posada nie jest taka zła. Nabyte umiejętności dały przyzwoitą pozycję negocjacyjną oraz rolę eksperta. Pensja też nie jest niska. Nie jest to co wcześniej, ale można z niej wygodnie żyć. Pracując od dziewiątej do siedemnastej, a nie od szóstej do dziewiętnastej, ma się zadziwiająco sporo wolnego czasu. I mogę też po prostu z pracy wyjść o siedemnastej, bo o terminy martwi się ktoś inny. Zamiast siedzieć przed komputerem, można ten czas poświęcić rodzinie. Zatrzymując się możemy docenić smak tego, co mamy. Podążając wciąż za nowym nigdy nie doznamy satysfakcji. Sukces jest zawsze na horyzoncie. Szczęście może być właśnie tu, gdzie jesteśmy. Im wolniej jedziesz, tym szersze masz pole widzenia.

Oczywiście w idealnym scenariuszu nasz bohater pomyślałby również o swojej obecności na niedzielnej Eucharystii. Poradzie duchowej u kapłana. I głębiej przepracował swoje doświadczenia.

Wyobraźmy sobie teraz fizyczny kawałek złota poddawany procesowi uszlachetniania. Oczyszczony chemicznie i termicznie. Wypalone elementy niepotrzebne, zebrana z wierzchu szumowina. Ostygnięty, usunięte rysy, wypolerowany. Co można w nim zobaczyć? Siebie.

To Ty masz być takim kawałkiem złota. Współdziałać z Naszym Panem i w którym Pan Nasz będzie mógł się przejrzeć, aby zobaczyć Siebie.

A zatem proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej. Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe. Rz 12,2

Tomasz Puch

Oryginalna data publikacji: 8 marca 2026

"Molten metal pouring from ladle" autorstwa Goodwin Steel Castings na licencji CC BY-SA 2.0 .


Parafia w Kamienicy | Parafia Kamienica | #parafiawkamienicy | #transmisjamszy | kościół w kamienicy | diecezja tarnowska