I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją Mk 9, 45

Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je Mk 9, 47

Ciężko mi przypomnieć sobie słowa Pana Naszego Jezusa Chrystusa, które nie przykuwają całej uwagi. Obok których można przejść obojętnie. Które nie pobudzają do refleksji. Te konkretne słowa przykuwają uwagę swoją brutalnością. Są bezpośrednie. Jak bezpośrednia jest rzeczywistość.

Dotyczą nas. W wymiarze doczesnym, co jest bardziej my niż nasze ciało? Nasze ciało to my a my to nasze ciało.

Na to szatan odpowiedział Panu: «Skóra za skórę. Wszystko, co człowiek posiada, odda za swoje życie. Hi 2,4

Przeciwnik nasz, diabeł (1 P 5, 8), nie jest głupi. Można bez przesady powiedzieć, że jest znacznie inteligentniejszy od nas. Nie wiem dokładnie jaką dysponuje percepcją, ale wiemy, że obserwuje nas, jako gatunek, nie od wczoraj. I sprawdza swoje teorie w praktyce. Wielu ludzi upadło, upada i wielu jeszcze upadnie. Ale i z przegranej bitwy warto (a nawet trzeba!) wyciągnąć wnioski. Ręka, oko cokolwiek co jest na powodem grzechu, czyli stoi nam na drodze do Chrytusa albo nasz obciąża musi być odrzucone. Nawet jeśli byłoby to najbardziej bolesne.

W tym samy wersecie, nawet na jego początku św. Piotr mówi: bądźcie trzeźwi, czuwajcie. Weźmy więc nasze ciała w ryzy.

Możliwe, że dla niejednej osoby, która czyta ten tekst słowo post jest tak naprawdę niezrozumiałe. Albo zrozumiałe tak jak widzenie drzew bez zobaczenia lasu.

Czy post nie jest ograniczeniem pokarmu? Jest. Czy post to nie jest jak w piątek, że nie jem po prostu mięsa? Jest.

Ale to nie jest wszystko. Ale jest to pewnego rodzaju technika, ćwiczenie, droga. Ale nie cel.

Podam przykład z życia:

Pani Krysia od kilku lat nie żałuje sobie niczego w święta i uroczystości. Jeśli mamy raz na czas okazję, żeby być z rodziną, zmartwienia zostawić na później. Zje sobie makowca, pierożki i co tam innego jest dobre(czyli smaczne). Pączuś raz na czas albo dwa. Jeśli kawusia, to cukier i śmietanka. Chociaż jak najbardziej to wszystko jest pożyteczne dla ciała nie jest dla niego obojętne. Praktycznie wszystko co jemy ma kalorie. Nasze ciała oczywiście te kalorie zużywają. Kiedy weźmiemy kalkulator możemy obliczyć czy dołożyliśmy ciału więcej energii niż był on w stanie zużyć. To można nazwać profesjonalnie dodatnim bilansem kalorycznym. I ten bilans powoduje, że na naszym ciele gromadzi się tłuszcz. Na brzuchu, na rękach, na organach wewnętrznych.

Przez lata pani Krysia, żyje na tym dodatnim bilansie, a praktycznie w tym bilansie ujemnym prawie wcale nie bywa. Wtem, jednego dnia, patrząc w lustro dochodzi do wniosku, że jest źle. Ma na sobie 20kg nadwagi. 15kg z tego to tłuszcz. Od przybytku głowa nie boli. Boli. Czasami bardzo mocno. Ale tu wystarczy, że ciężko się chodzi, łatwo się zasapać, ciężko wstać, głowa pobolewa od nadciśnienia, cholesterol rośnie i tak dalej. Pani Krysia podejmuje decyzje, że trzeba to zmienić. Udaje się, bądź nie, do specjalisty aby rozpisał jej co może, a co nie, jeść i ile tego jeść. Wtedy na żywo dowiaduje się z czym to się je. A tak naprawdę to nie je, bo trzeba od ust sobie odjąć. A efektem tego jest głód. A głód jest nieprzyjemny. Tym bardziej nieprzyjemny jeśli nie jesteśmy do tego doświadczenia przyzwyczajeni.

Ten cel jednak pozwala przetrwać trudy. Bo tak dalej być nie może.

Jak we wszystkim jednak, nawet w trudach, wskazana jest roztropność. Jeśli robimy rzeczy mądrze to i szansa na sukces jest znacznie większa. Specjalista radzi pani Krysi zachować chłodną głowę. Żadnej diety opartej na połowie cytryny i kurzu z półki raz na dzień. Takie diety kończą się szybciej niż się zaczynają. Więc początek jest skromny - schudnąć ćwierć kilograma na tydzień. Ale w każdy tydzień. Potem pół kilograma na tydzień. Bo to jest maraton a nie sprint. Tu nie ma żadnych fajerwerków, żadnych montaży treningowych ala Rocky Balboa. Duża doza zaufania i cierpliwości.

Nie inaczej jest życiem duchowym. Jeśli w ten Wielki Post po raz pierwszy faktycznie chcesz się uświęcić to warto zacząć nawet od małego celu, ale konsekwetnie. Pamiętaj przed Tobą całe 40 dni próby!

Odstawię przez czterdzieści dni Youtube'a

albo

Zmniejsze swoje posiłki o jedną trzecią

albo

Będę jadł tylko rano i wieczór. Ale nie będę się zapychał jak wieprz wieczorem.

albo

Będę mówił tylko połowę tego co zwykle

albo

Połowę czasu poświęconego na przyjemności poświęcę na czytanie Pisma Świętego. (Albo na oglądanie kanałów katolickich na YouTube)

albo

Nie będę słuchał muzyki wyskokowej. Tylko muzyka poważna.

albo

Odstawiam energetyki/piwo na czterdzieści dni.

Co podpowie mi natchnienie dane od Pana Boga. Może się to wydawać dużo bądź mało, tego nie mogę stwierdzić. Ale jedno wydaje mi się pewne, będzie to niewygodne, bo być musi. Nie musimy ronić morza łez, nie musimy zamykać się celi jak mnich. Nie musimy naśladować Ojców Pustyni (przynajmniej nie dziś). Stwierdzenie, że możemy z dnia na dzień imitować tych tytanów wiary nie świadczyło by o niczym innym jak o nadęciu, pysze. Jak powiedział jeden z Ojców - Bo pożyteczniej człowiekowi jeść mięso niż pysznić się i nadymać.

W czasie tego procesu co możemy zaskakująco szybko zauważyć? Ciało bowiem do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało, i stąd nie ma między nimi zgody, tak że nie czynicie tego, co chcecie. (Ga 5,17). Pomimo, najlepszych nawet, chęci i intelektualnej zgody co do słuszności naszej decyzji, mówiąc kolokwialnie, nie idzie.

Ta głupia puszka aż tak mnie ciągnie? Oglądanie tych dyrdymałów w Internecie aż tak mnie wciąga? Aż tak nie mogę wytrzymać, żeby się nie nażreć? Aż tak nie umiem utrzymać języka za zębami? Te głupia skrzynka ma nade mną taką władzę? Oczy mi się kleją nad Pismem Świętym? Nad Słowem Boga? Który był łaskaw nam je dać abyśmy wiedzieli jak żyć?

Tak. Jest tak źle. To jest moment, w którym człowiek staje twarzą w twarz ze swoją nędzą. Widzi się takim jakim jest. I nie jest to przyjemny widok. A co dopiero jeśli chcielibyśmy stanąć obok piękna Pana Jezusa. Nie wiem czy staniemy obok Niego, ale wiem, że staniemy przed nim.

W tej chwili ciemności możemy czuć się samotni, niegodni, słabi. Ale NIE jesteśmy sami. NIGDY. Nie daj się nabrać na tą starą sztuczkę szatana.

Policzmy: Ojciec, Syn, Duch Święty i ja. I Matka Boża. I mój anioł stróż. To już sześć osób. Do tego dodajmy tych wszystkich, którzy są już w niebie. Świętych, których możemy możemy prosić o wstawiennictwo, o pomoc. Nic też nie stoi na przeszkodzie, żeby poszukać ludzi wokół siebie i razem obrać jeden cel. I modlić się razem o łaskę. Prośmy Ducha Świętego, aby wskazywał nam ludzi ducha!

Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie. Mt 11, 29-30

Jarzma nigdy nie nosi jedno zwierze a przebywanie z naszym Panem jest słodkie. Kiedy idzie On z nami możemy lepiej na Niego patrzeć. O ile On jest bliżej! Im lepiej Go znamy tym lepiej Go możemy naśladować, uczyć się od Niego.

Chleb nie rośnie po prostu na polu a trzeba dla niego się natrudzić. Orać, siać, zbierać, młócić, mielić, przygotować ciasto, piec, pokroić. Ileż bardziej przyjdzie nam się natrudzić dla Chleba, który jest z nieba!

Tej drogi nikt za nas nie przejdzie. A jest to droga do Chrystusa. Przez głód, przez zimno, przez te wszystkie zdziwione miny, przez kpiny, przez nudę, przez to swędzenie w palcach, żeby coś poprzewijać na Instagramie. Nic z tych rzeczy, które teraz są nam ciężarem nie weźmiemy ze sobą. Zostawimy je za sobą, tak jak wszyscy przed nami. Pamiętaj:

Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę. Hi 1,21

A jeśli powodem grzechu jest nam serce? Na to i też Pan Bóg ma odpowiedź.

I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała. Ez 36,26

Pani Krysia po dwóch i pół roku diety pozbyła się balastu. Lepiej się śpi, lżej się oddycha, ma się więcej energii. Nauczyła się, że wszystko jest dla ludzi, a człowiek nie żyje dla tych drobnych przyjemności. Mocniej chwyciła ster swojego życia. Otoczenie zaczęło inaczej patrzeć, może nawet z podziwem widząc prawdziwą transformację. "Przyjaciółki" zielenieją z zazdrości. Ludzie pytają jak ona to zrobiła? Jaka jest tajemnica tego sukcesu? Nie zatrzymywać się.

Nie lękajcie się. Amen.

Oryginalna data publikacji: 18 lutego 2026


Parafia w Kamienicy | Parafia Kamienica | #parafiawkamienicy | #transmisjamszy | kościół w kamienicy | diecezja tarnowska